*perspektywa Grace*
Powoli otworzyłam oczy. Leżałam w małym, białym
pomieszczeniu z jednym oknem, kilkoma szafkami wypełnionymi lekarstwami i
bandażami oraz biurkiem. Przy nim na krześle obrotowym siedziała tęga starsza
pani, z siwymi włosami upiętymi w wysoki kok. Ostrożnie podniosłam się na
łokciach.
- Przepraszam panią gdzie ja jestem?- Spytałam
- O drogie dziecko jak dobrze ze się obudziłaś. Co się
stało? Ten chłopak ci coś zrobił?
- Jaki chłopak? Nic mi nie jest, tylko zasnęłam.
- Ale tak w środku dnia?
-Tak proszę pani. Zaraz wszystko wytłomaczę tylko proszę mi
powiedzieć gdzie jest mój plecak i o jakiego chłopaka chodzi?
- Twój plecak jest tutaj- to mówiąc wyjęła go z pod biurka-
A co do tego chłopaka to on cię tu przyniósł. A teraz wytłumacz mi, jakim cudem
niby zagnałaś w ciągu dnia?
-Choruję na
rzadką przypadłość zwaną narkolepsją. Przez nią mam ataki snu w dzień. U
mnie to normalne.
- A masz na to jakiś papierek?
- Tak proszę pani- Powiedziałam wyciągając z plecaka teczkę z zaleceniami
lekarza. – Tu ma pani wszystko dokładnie wytłumaczone.
- Ty jesteś tu nowa prawda? Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.- Powiedziała
biorąc ode mnie teczkę.
-Tak. Nie dawno przeprowadziłam się do tego miasta, że
względu na moją przypadłość.
- Ach już wszystko jasne. Grace zgłoś się proszę do pana dyrektora.
Musisz odebrać legitymację oraz pokazać te zalecenia. – Powiedziała i wróciła
do swoich zajęć. Spakowałam do plecaka teczkę z papierami, które muszę dać dyrektorowi
i wstałam. Zarzuciłam plecak na ramię i wyszłam. Gabinet Dyrektora był tuż obok
pielęgniarki, więc nie przeszłam jakiejś bardzo długiej odległości. Zapukałam
do drzwi. Po czym usłyszałam dość doniosłym głosem- Proszę! Na te słowo
odruchowo weszłam.Za brązowym drewnianym biurkiem siedział mężczyzna około
40.Miał brązowe włosy i mały wąs. Wyglądał ość surowo...na sam jego widok
czułam zdenerwowanie.
-
Dzi....Dzień dobry panu? Ja w sprawie przeniesienia.- Powiedziałam lekko trzęsącym
się głosem.
-Ty pewnie jesteś Grace?- Ton jego głosu zapewne normalnie był o wiele
sroższy, lecz zadziwiająco tym razem był on łagodny.
- Tak proszę pana. Przyniosłam zalecenia od lekarza, i wypełniony formularz
zgłoszenia do szkoły.- Powiedziałam już trochę rozluźniona.
-Grace, twoja mama niedawno dzwoniła...-No pięknie! Nieobeszło się bez
tego? Tak? Ona się za bardzo przejmuje!
- Pytała o ciebie.
- A co pan
jej powiedział?- Spytałam z lekkim przestrachem.
-Że wszystko w porządku. Podobno
masz dla mnie jakieś ciekawe informacje z tobą związane?
-Tak.-Zdjęłam plecak i go otworzyłam, po czym wyciągnęłam teczkę i
podałam dyrektorowi.
- Ho, ho co ja widzę. Nie złe choróbsko cię wzięło.
-Tak. I tak
do końca życia.- Powiedziałam z pokerową twarzą.
- No ładnie młoda panno. Tu masz legitymację i plan lekcji oraz kluczyk do
szafki. Dziś jesteś zwolniona z lekcji. Możesz sobie pozwiedzać szkołę
jak chcesz. A teraz już leć, bo ja muszę jeszcze parę spraw dokończyć. - Po
jego słowach chwyciłam z jego biurka wszystko, co wymienił, swoją teczkę i
plecak i wyszłam na korytarz. Jednak dyrektor nie jest taki zły. I co ja
będę teraz robić? Ta szkoła wydaje się dość duża, a znając moje szczęście
jeszcze się zgubie. Postanowiłam po pierwsze wyjść na zewnątrz. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po
chwili szybkiego marszu znalazłam się na dworze. Postanowiłam, że
poczekam na pobliskim murku na dzwonek. Podeszłam do niego i usiadłam.
Wyciągnęłam z plecaka telefon i słuchawki, podłączyłam je i znalazłam moją
ulubioną piosenkę. Słuchawki włożyłam do uszu, a piosenkę puściłam do
połowy głośności. Przeleciały dwie pierwsze minuty utworu. Nagle w piękny głos wokalisty
wdarł się okropny, wibrujący, elektryczny dźwięk, potocznie zwany
dzwonkiem. Duża gromadka uczniów wyszła ze szkoły. No cóż, co
się stało to się nie odstanie, więc trzeba ruszyć tyłek i znaleźć osobę, która
by mnie oprowadziła po szkole. Sama nie zdołam. Mogę znowu mieć atak i
wtedy będzie nieciekawie. Boże zaczynam gadać jak moja matka. Oczywiście przez
najbliższe 18 godzin nic mi się nie stanie, ponieważ to jest minimalny czas
między atakami. A teraz ruszaj się- skarciłam się w duchu. Wstałam. W
zamyśleniu nie zauważyłam że stoi przede mną jakiś chłopak i niechcący na niego
wpadłam.
- Ups. Sorry zamyśliłam się i cię nie zauważyłam.- powiedziałam lekko zmieszana,
bo chłopak stojący przede mną był naprawdę przystojny.
- Spoko nic się nie stało. To po części także moją wina. Zdaje mi się czy jesteś
tu nowa? Chyba nigdy cię nie widziałem.- Spytał
- Taaa. Nie dawno przyjechałam.
- Czyli jak rozumiem nie znasz szkoły? Choć oprowadzę cię.- Powiedział z
szarmanckim uśmiechem.
Kolejny rozdział mamy już za sobą :). Akcja powoli się rozkręca. No i co by tu więcej dodać... Mam nadzieję że dotrwacie do następnych rozdziałów. ( Aika)